PARISH || WROCŁAW

DSC_0755

Przy okazji jednej z notek wspominałam Wam, że prawdziwe życie Wrocławia toczy się z dala od Rynku: w bocznych uliczkach, podwórkach uznawanych do niedawna za zapomniane i na niekoniecznie prestiżowych osiedlach. 

Umówmy się – ścisłe centrum jest fajne tylko z punktu widzenia turysty – tłum ściele się tu gęsto, w związku z czym o przyjemności wynikającej ze spaceru można właściwie zapomnieć. Ale jeśli można w inny sposób przeczekać ten burzliwy okres naporu obcej ludności, to czemu nie skorzystać?

We Wrocławiu unika się zasadniczo okolic ścisłego Rynku (choć wystarczy już zboczyć w taką Szewską, by na chwilę odetchnąć) oraz Ostrowa Tumskiego. Oba wymienione przeze mnie miejsca są absolutnie piękne, zapierają dech w piersiach i tworzą specyficzny klimat miasta, ale do licha – jest wiele skwerów i zakątków, które śmiało im dorównują, a są zdecydowanie mniej oblegane przez przyjezdnych.

Jednym z takich wartych uwagi miejsc jest m.in. Pasaż Pokoyhof (nie mylić z Pasażem Niepolda!), w którym życie towarzyskie kwitnie – choć to określenie jest i tak sporym niedopowiedzeniem. To właśnie tu, podczas wieczornych posiedzeń ze znajomymi zwyczajnie zdajesz sobie sprawę, że żyjesz w odpowiednim mieście. Pokoyhof w tym roku święci triumfy popularności – tyle nowego się tu dzieje! To urokliwe podwórko nabrało solidnych rumieńców pod napływem nowych miejscówek (Do Jutra, Ślepy Zaułek, Woda Sodowa, Charlotte). Niektórzy śmieją się, że to Pasaż Hipstera, ale kto by sobie w ogóle zaprzątał tym głowę, skoro tyle nowych kawiarni czeka do obskoczenia?

DSC_0753 DSC_0761
Parish Gastropub to najświeższy nabytek tego klimatycznego podwórka. Jeśli szukacie miejsca z duszą na randkę, spotkanie biznesowe, albo obiad ze znajomymi – macie gotową odpowiedź. Parish, czyli z angielska parafia to lokal gastronomiczny spełniający podwójną rolę: za dnia dzieli się ze swymi wiernymi pokarmem, by wieczorem przeobrazić się w typowy pub. W menu, któremu przyświeca hasło BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY znajdziemy sporo ciekawych pozycji: od wymyślnych przystawek (kopytka orkiszowe; jagnięca kofta), po dania główne (pikle i smarowidła z orkiszową piadiną; szpik wołowy; hummus kabuli) oraz sałatki, piadiny i desery. Oprócz tego, każdego dnia serwowane są inne lunche. (Coś czuję, że podczas Festiwalu Nowe Horyzonty będzie tu jedzone).

Na uwagę zasługuje (a jakże!) wystrój wnętrza z okazałą ścianą stworzoną z ponad 200 żywych roślin – czuć, że włożono tu sporo pracy, by każdy detal był na swoim miejscu; a także przepiękne logo, w którym jestem zakochana.

Parish Gastropub || Św. Antoniego 2/4

DSC_0759 DSC_0771 DSC_0762 DSC_0763 DSC_0775 DSC_0781 DSC_0779 DSC_0785 DSC_0786 DSC_0787 DSC_0789